niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział IX

Ohayo! Pojawił się nowy szablon, który wykonała Akari, której dedykuję dzisiejszy rozdział. 
Już z góry zaznaczam, że nie umiem opisywać walk..Dobra, nie marudzę już, tylko zapieram się za notkę ;)

***
 Gdy stanęliśmy przed wielkimi dwuskrzydłowymi drzwiami, Deidara otworzył je i wszedł do środka. Też chciałam to zrobić, jednak przeszkodził mi głos Uchihy:
  - Zobaczymy co Lider powie o twoim demonie. Przy okazji sprawdzimy jak walczy..
  - Nie odważysz się! - Spojrzał na mnie z wyższością.
  - Lider postanowił, że pierwszą walkę stoczysz z Hidanem..
  - Jashinista
  - Tak, a drugą ze mną. - "To już po mnie.." Jednak zaraz skarciłam się w myślach i uśmiechnęłam się ironicznie.
  - To jeszcze trochę i będę w Konoha..
  - Nie nie doceniaj  przeciwnika, Shiro.
 - Nie ucz mnie! - Zobaczyłam na jego ustach jakby cień uśmiechu i pod wpływem zaskoczenia potrząsnęłam głową. Gdy ponownie na niego spojrzałam, jego twarz nie wyrażała już niczego. "Musiało mi się zdawać. Uchiha i uśmiech? Niee, to niemożliwe..  O czym ja w ogóle myślę?!". Itachi otworzył drzwi i przepuścił mnie w nich. Prychnęłam pod nosem, ale weszłam do pomieszczenia, którym jak się okazało była jaskinia oświetlona pochodniami. Koło drzwi czekał na nas Deidara. Na środku stał Lider, Hidan, jakiś rybopodobny mężczyzna i dwóch ludzi w maskach. Jeden w pomarańczowej, w której był tylko jeden otwór na oko, a drugi w zasłaniającej dolną część twarzy. Obok nich stał karzeł, a na końcu człowiek.. Chyba człowiek.. Był czarno-biały i miał liście. "To nie jest normalne." Gdy szliśmy w ich kierunku, wokół Lidera zaczęły krążyć małe, białe kawałki papieru, a po chwili wyłoniła się z nich jedyna dziewczyna, jaką zobaczyłam w tej chorej organizacji. Na jej widok Pain lekko się uśmiechnął, a później przeniósł wzrok na mnie. Spojrzał na moją dłoń, z której wolno skapywały krople krwi. W tamtej chwili całkowicie zapomniałam o ranie na dłoni. Lider z groźbą w oczach spojrzał na moich towarzyszy.
  - Kto ci to zrobił? - Pomyślałam, że może jeśli nie wydam Uchihy, to i on będzie siedział cicho, więc powiedziałam:
  - To drobiazg... Przejdźmy do walk, nie chcę być tu dłużej, niż to potrzebne.
  - Tak jak mówiłem, będziesz walczyła z dwoma członkami organizacji. Będą to Hidan i Itachi. - Spojrzałam niechętnie na posiadacza scharingana - Hidan ty pierwszy. Reszta odsunąć się! - Pozostali z Liderkiem na czele, usunęli się pod jedną ze ścian jaskini. Jashinista zmierzyła mnie spojrzeniem.
  - Teraz doznasz łaski objawienia Lorda Jashina! - Uśmiechnęłam się kpiąco.
  - Ty doznasz nieszczęścia spotkania z moim Mistrzem. - Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam połyskiwała w nich czerwień. W głowie usłyszałam głos Yuchiro:
  - Musimy zgrać się w tej walce. Możesz oddać mi kontrolę nad chakrą. - Przytaknęłam mu i zrobiłam to o co poprosił demon. Na ziemi spostrzegłam swoją katanę. Podniosłam ją i przejechałam po niej pieszczotliwie dłonią. 
  - To zaczynajmy tą zabawę! - Chwyciłam mocniej katanę i ruszyłam w stronę siwowłosego. Początkowo nasza walka nie przedstawiała niczego nadzwyczajnego. Atak, blok, kontratak i tak w kółko. Hidan atakował mnie swoją kosą, a ja odpierałam ją kataną. Po kilku minutach spostrzegłam na czarnym ostrzu jakąś ciecz. Odskoczyłam od mojego przeciwnika na znaczną odległość i zobaczyłam, że z rany na mojej dłoni obficie leje się krew. Jednak nie zdążyłam nic z tym zrobić, bo Hidan doskoczył do mnie i zaczął przyśpieszać swoje ataki. Byłam zaskoczona płynnością jego ruchów i nie udało mi się w porę wykonać uniku. Jashinista trafił mnie prosto w brzuch. Rana była dość głęboka, jednak nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Siwowłosy na widok krwi wypływającej z rany zawył ze szczęścia. Jego mina zrzedła gdy po chwili po zranieniu nie został nawet ślad. Czułam na sobie zaskoczone spojrzenia pozostałych członków Akasuki. 
  - Chikusho! Co jest z nią nie tak? Myślałem, że tylko ja jestem nieśmiertelny. Ale nawet mimo tego, moje rany nie goją się tak szybko jak jej. Jakiej techniki używa? 
Gdy Hidan prowadził jakże interesujący monolog, przestał skupiać się na walce i miałam szansę go trafić. Jednak nie dane mi było zakończyć tak szybko tej walki, bo Jashinista w ostatniej chwili zrobił unik, w wyniku czego zamiast głowy stracił rękę od łokcia w dół. Strata ta go nie ruszyła, gdyż zaraz wyprowadził kontratak. Rzucił we mnie kunai'em, który o mały włos nie trafił w moją krwawiącą dłoń. 
  - Wiem! Ile razy bym jej nie trafił i tak rana się zagoi, ale z tej rany na dłoni krew sączy się odkąd tu przyszła. To jest jej słaby punkt. - Widziałam jak na jego twarzy maluje się zadowolenie i pewność, że wygrana jest jego. Niedoczekanie.. Nie mogłam używać na nim żadnym jutsu, bo musiałam pozostawić sobie chakrę na walkę z Uchihą. Nie miałam czasu na myślenie, bo Hidan jak w jakimś amoku, wpatrywał się w moją dłoń i rzucił się na mnie z kunai'em w ręce. Nie miałam wyjścia i złożyłam pieczęcie do jednego z ognistych jutsu, które pamiętałam z Akademii. Wokół mnie pojawiły się wysokie na kilka metrów słupy ognia, które chroniły mnie przed ciekawskimi spojrzeniami. Spojrzałam na katanę i dostałam olśnienia.
  - Yuchiro przygotuj się do jutsu przyzwania symulacji Mistrza.
  - Ale Shiro, co z walką z Uchihą? 
  - Damy sobie radę, teraz gdy poznałeś już scharingan Itachiego, wiesz jak go zablokować, by nie wszedł do mojego umysłu.
  - Ale..  
  - Żadnych ale. Powiedziałam już. - Yuchiro westchnął i zebrał odpowiednią ilość chakry.
  Kuchiyose no Jutsu! - Zawołałam i słupy ognia zgasły pod nagłym zrywem wiatru. Obok mnie stała ogromna człowiekopodobna postać. To była straszniejsza niż w rzeczywistości postać mojego Mistrza. Wpatrywał się w Hidana czerwonymi oczami i machał niespokojnie podobnym do lwa ogonem. Wszyscy z Akatsuki wpatrywali się w przywołaną przeze mnie postać oniemiali. Na ich widok chciało mi się śmiać, ale powstrzymałam się i ruszyłam razem z Mistrzem na mojego przeciwnika. Po kilku sekundach Jashinista, nie miał przy sobie broni, a jego kończyny były przygwożdżone przez cztery miecze mojego przyzwańca do podłoża. Odwołałam sobowtór Mistrza i spojrzałam na siwowłosego, którego włosy nabierały już powoli koloru krwi, która wyciekała z jego ran.
  - Mówiłam już Jashin to słabeusz. - Mówiąc to wzięłam zamach i pozbawiłam mojego przeciwnika głowy. Na koniec podniosłam odciętą przeze mnie głowę na wysokość mojej twarzy. 
  - Jasna cholera! To boli! Jak popsujesz mi fryzurę dziewczynko to pożałujesz. Lord Jashin nie będzie dla Ciebie łaskawy! - Zanim zdążyła odpowiedzieć mój kark owił oddech Uchihy. "Nigdy nie słyszę, gdy podchodzi do mnie. To zaczyna się robić upierdliwe"
  - Zostaw tego błazna. Teraz czas na moją walkę... - Odrzuciłam głowę Jashinisty i wyjęłam bandaż, by opatrzyć sobie krwawiąca dłoń. Zignorowałam słowa Itachiego, jednak kątem oka obserwowałam jego ruchy. Chciał sprawdzić moją czujność i rzucił we mnie kunai, który odbiłam za pomocą katany. Cały czas patrząc na dłoń, oderwałam kawałek bandaża i zawiązałam sobie na oczach.
  - Jeśli chcesz mnie pokonać Uchiha, kunai'e są na nic. Wymyśl coś lepszego! 

***
To by było na tyle. Mam nadzieję, że się podobało. Do następnego! 

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział VIII

  W tym momencie do pokoju wpadł mężczyzna, z rozpiętym na piersi, płaszczu Akatsuki i ogromną czerwoną kosą, o trzech ostrzach, na plecach. Wyprostowałam się momentalnie i cofnęłam kilka kroków. Nasz "gość" rozejrzał się po pokoju, spojrzał na Uchihę i zatrzymał wzrok na mnie. W głowie usłyszałam tylko ciche prychnięcie i warknięcie Yuchiro. Nim zdążyłam się odezwać postać w drzwiach zwróciła się do Itachiego:
  - Widziałeś Kakuzu? - Zapytany nawet na niego nie spojrzał tylko wrócił do czynności której tak zapamiętale oddawał się jeszcze przed kilkoma momentami, a mianowicie gapienie się w sufit. Przyjrzałam się uważniej mężczyźnie w wejściu i między połami rozpiętego płaszcza zobaczyłam znak Jashina.
  - Jashinista... - Szepnęłam do siebie, ale on również musiał to usłyszeć, bo jego wzrok znów przeniósł się na mnie. 
  - Cześć dziewczynko - uśmiechnął się drwiąco - czyżbyś znała Lorda Jashina? - Wziął swój medalion w dłoń i ucałował go. Prychnęłam i spojrzałam mu wyzywająco w oczy.
  - Mój Mistrz, mówił mi o tym słabeuszu. - Oboje spojrzeli na mnie, Uchiha tym swoim pustym wzrokiem, a Jashinista z nieukrywaną wściekłością i mordem w oczach. 
  - Ty... - Rzucił się na mnie ze swoją kosą, która nie wiem kiedy znalazła się w jego rękach. Stałam i patrzyłam na to szeroko otwartymi oczyma. Gdy miał zadać cios, powstrzymał go beznamiętny głos Itachiego.
  - Hidan, jeśli jej coś zrobisz, Lider cię zabije. - Twarz mężczyzny wykrzywiła się w grymasie niezadowolenia, ale zaraz potem prychnął i na jego twarz wróciła pewność siebie. Trzaskając drzwiami, rzucił do nas jeszcze:
  - Jakby mógł.. - Znowu zostałam sama z tym gburem. Usiadłam na łóżku plecami do niego. Po chwili usłyszałam ciche pytanie
  - Kim jest twój mistrz? 
  - Nic ci do tego Uchiha. - Warknęłam i w tym samym momencie poczułam na szyi zimną stal. 
  - Dam ci dobrą radę. Bądź milsza jeśli chcesz jeszcze trochę pożyć, a chcesz prawda Hebi?
  - Nie mów mi co mam robić. - Chwyciłam kunai w dłoń i odsunęłam na bezpieczną odległość od mojej twarzy, raniąc sobie przy okazji całą prawą dłoń. 
  - Krwawisz... - Spojrzałam na niego jak na idiotę. 
  - O popatrz.. gdybyś mi nie powiedział, nie zauważyłabym. Mam ci podziękować za informację? - Zakpiłam z niego, jednak on nie dał się tak łatwo sprowokować. 
  - Wylecz to zanim Pain to zobaczy. - spojrzałam na niego zdezorientowana - Dla Ciebie to Lider. 
  - Jakbym jeszcze mogła. Twój kochany Lider zablokował mi chakrę, a ja nie będę prosić Yuchiro o pom...- Zakryłam usta dłonią, a w myślach usłyszałam:
  - Brawo Shiro! Musiałaś mu o mnie mówić?
  - Przepraszam Yuchiro.. Nie gniewaj się. Wymsknęło mi się niechcący. - Usłyszałam jak Itachi westchnął i poczułam na prawej ręce jego zimne dłonie. Zerwałam się z łóżka i warknęłam:
  - Łapy przy sobie Uchiha. Nie masz prawa mnie dotykać.
  - Taka uparta.. Nic się nie zmieniłaś. - Miałam nadzieję, że nie zapyta o demona, jednak nadzieja matką głupich. - Kim jest Yuchiro? - Od odpowiedzi uratował mnie chłopak o długich blond włosach, związanych na czubku głowy. Grzywka zasłaniała mu lewe oko na którym było jakieś metalowe ustrojstwo. Strzelałam, że służyło ono do namierzania. Jego prawe oko było błękitne i wpatrywał się nim prosto we mnie. Gdy go zobaczyłam, pierwszym skojarzeniem był Naruto.. Spoglądając na Itachiego, przez jego twarz przemknął grymas niechęci, pomieszanej z uczuciem którego nie potrafiłam nazwać. Jednak szybko opanował się i uśmiechnął się do nas złośliwie.
  - Uchiha bierz swoją koleżankę i idziemy - Wstałam, a przechodząc obok niego powiedziałam:
  - To nie jest mój kolega. Nienawidzę go. - Blondyn uśmiechnął się i ruszyliśmy przez korytarz.
  - Jestem Deidara z Iwagakure. - Przyjrzałam mu się zaciekawiona i odwzajemniłam uśmiech.
  - Shiro Hebi z Konoha. 
  - To znaczy, że znasz się już z Uchiha, z czasów w Konoha?
  - Już nie. Kiedyś go znałam, teraz to obcy człowiek. - Powiedziałam to na tyle głośno, by idący za nami to usłyszał. Niespodziewanie poczułam silny ucisk w czaszce. Chwyciłam się za głowę i stanęłam w miejscu. Słyszałam jak Deidara coś do mnie mówi i mną potrząsa. Po ponownym otwarciu przeze mnie oczu, zobaczyłam jak patrzy w moje tęczówki z przerażeniem. Zmieniły kolor na czerwień, a to znaczy, że Mistrz chce ze mną rozmawiać. Skupiłam się na moim pracodawcy, który był "lekko" zdenerwowany.
  - Shiro!!
  - Słucham Mistrzu?
  - Czemu nie wyczuwam w Tobie ani krzty chakry?
  - Ten rudzielec mi ją zablokował...
  - Od czego masz Yuchiro?! Ma ci pomagać w takich sytuacjach. - Obok Mistrza pojawił się demon.
  - Przepraszam Mistrzu - poczułam czyjąś obecność za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam... Uchiha w mojej głowie! 
  - Czego tu chcesz?! - warknęłam. 
  - Czyli to jest ten twój mistrz, a myślał... - nie zdołał skończyć, gdyż Yuchiro znalazł się obok niego i trzymał go za gardło, podnosząc w górę.
  - Yuchiro puść go... - podeszłam i położyłam dłoń na ramieniu demona. On spojrzał mi w oczy i widząc moje błagalne spojrzenie, puścił czarnowłosego. 
  - Przecież ten śmiertelnik i tak nie może nam nic zrobić!
  - Nie zapominaj, że nie jestem jeszcze nieśmiertelna i nie wiem czy chce aby tak było.
  - Shiro.. - usłyszałam głos Mistrza.
  - Dość. Nie chcę rozmawiać o moich sprawach przy nim. - Wskazałam na Itachiego, który przyglądał się każdemu po kolei z nic nie wyrażającą miną. - Później porozmawiamy. - Moje oczy wróciły do naturalnego koloru, a przed sobą zobaczyłam scharingan. Odepchnęłam Uchihę i chwyciłam skołowanego Deidarę za rękę.
  - Idziemy dalej... - poczułam jak w moim ciele rozlewa się ciepło. Yuchiro zerwał blokadę chakry. Uśmiechnęłam się lekko.- Dzięki Yuchiro - Szepnęłam, a Itachi, który zrównał ze mną i blondynem krok, spojrzał na mnie złowieszczo, że na plecach poczułam ciarki. Nie dałam nic po sobie poznać i odwróciłam wzrok, patrząc na drugiego z moich towarzyszy. 

  

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział VII

Rozdział przyśpieszony specjalnie dla Ayame ;) Wiem, że nie mogłaś się doczekać ;3

***

Lider popatrzył na Itachiego i chyba zastanawiał się co ma zrobić. Nie powiem zaczęło mnie to już powoli denerwować. Gdy przeniósł wzrok na mnie, wiedziałam, że jego pomysł mi się nie spodoba.
  - Jeśli nie.. to mam inny układ. - Spojrzałam pytająco - Jeśli wygrasz z dwoma członkami organizacji to możesz odejść, jeśli nie, to zostajesz.
  - Nigdy! - Spróbowałam cofnąć się, ale wpadłam na starszego Uchiha. - Nie masz prawa niczego mi nakazywać! - Rudemu chyba się to nie spodobało i uderzył mnie prostu w twarz, a ja poczułam jak gorąca ciecz zalewa moje lewe oko.
  - Ty!! - Chciałam rzucić się na Lidera, ale poczułam chłodną dłoń na nadgarstkach i na czubku głowy. Itachi wykręcił moje dłonie na plecach, a moją twarz oparł o biurko. Miałam przynajmniej satysfakcję, że "ubrudzę" miejsce pracy temu rudzielcowi. Jednak ja się tak łatwo nie poddaję i chciałam użyć jakiegoś jutsu, ale nie czułam w sobie ani krzty chakry. Spróbowałam jeszcze się wyrwać, jednak nie przyniosło to efektu. Po chwili ciszy powiedziałam zrezygnowana:
  - Niech będzie. Zgodzę się na ten układ, ale jaką mam pewność, że dotrzymasz słowa i po wygranych walkach będę mogła odejść? - Lider uśmiechnął się, a ucisk na moim ciele zelżał
  - Masz moje słowo...
  - To mi niczego nie gwarantuje.
  - Ale to musi ci  wystarczyć. Itachi zabierz ją do pokoju w którym leżała i przypilnuj jej. Za jakiś czas Was wezwę i wtedy nasza Shiro sobie powalczy - prychnęłam i spojrzałam ponuro na rudzielca.
  - Nie jestem wasza. - Gdy nie otrzymałam odpowiedzi, chciałam jeszcze coś powiedzieć, jednak Uchiha popchnął mnie w stronę drzwi. W drodze do pokoju podążałam za nim bez słowa. Musiałam sobie to wszystko jakoś poukładać. Po kilku minutach mój "opiekun" zatrzymał się przed otwartymi drzwiami. Spojrzałam na niego, a on popatrzył na mnie jakbym była jedną z jego fanek, gdy mieszkał jeszcze w Konoha. Itachi miał swoje fanki, nieźle co? Ale wracając do siedziby Akatsuki, Uchiha szybko przeniósł wzrok na coś ponad moją głową.
  - Itachi.. kim ona jest? - Usłyszałam za swoimi plecami. Tak jak mówiłam rudzielcowi, nie miałam ochoty poznawać już nikogo innego z tej organizacji, więc nie patrząc na nikogo weszłam do pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Rzuciłam się na łóżko i przytuliłam twarz do poduszki, myśląc o tym co wydarzyło się przez.. No właśnie nawet nie wiem ile spałam! Przekręciłam się na plecy i podniosłam swoje szanowne cztery litery, siadając na brzegu łóżka. Na krześle siedział Uchiha i bacznie mi się przyglądał, jednak gdy nasze spojrzenia się spotkały, przeniósł wzrok na sufit. Jeśli myśli, że zacznę rozmowę to się grubo myli... W końcu jednak ciekawość i moja nieumiejętność do trzymania języka za zębami, dały o sobie znać.
  - Dlaczego? - Mój "rozmówca" nie przestawał kontemplować różnych odcieni szarości sufitu - Musiałeś powiedzieć temu rudzielcowi o mnie? - Myślałam, że nie doczekam się odpowiedzi, co wcale by mnie nie zdziwiło, jednak po chwili ciszy usłyszałam jedno słowo
  - Kaprys... - Otworzyłam szerzej oczy i momentalnie znalazłam się przez Itachim. Pochyliłam się nad nim i spojrzałam mu w oczy. Nasze twarze dzieliły centymetry i czułam jak jego gorący oddech owiewa moją twarz. Straciłam kontakt z otaczającą mnie rzeczywistością i mimowolnie rozchyliłam usta...

***
To by było na tyle dzisiaj :D Wiem, że dość krótko, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że dalsza część już się przerabia. Sayo! ;3

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział VI

Przez ten okres przedświąteczny i same święta, miałam tyle roboty, że nie miałam kiedy wstawić następnego rozdziału, który wymagał tylko małych poprawek, a ogólnie był gotowy od ponad tygodnia. Ale dość narzekania, zapraszam do czytania!


***

  Gdy się ocknęłam byłam skołowana i nie wiedziałam co się stało. Coś podpowiadało mi, żebym nie ruszała się ani nie wstawała, ale że ja najpierw robię, a później myślę... Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Nie było w nim nic szczególnego. Szafa, biurko, krzesło, stolik i fotel. Ściany były fioletowe, a co było najdziwniejsze nie było tam żadnych okien. Zauważyłam niewyraźny zarys zamkniętych drzwi, gdzie jak przypuszczałam znajdowała się łazienka. Na stoliku stała świeca, która nieco oświetlała pomieszczenie. Patrząc na ziemię spostrzegłam smugę światła wydobywającą się spod drzwi, których wcześniej nie zauważyłam. Na moje rzeczy.. Co?! Szybko odrzucałam kołdrę. Byłam w samej bieliźnie. "Zabiję tego co mnie rozebrał!  Zabiję a później poświęcę Mistrzowi.."  
  - Shiro nad czym ty się zastanawiasz, ubieraj się i uciekaj..- w myślał myślach usłyszałam Yuchiro. Wywróciłam oczami i zrobiłam tak jak powiedział demon. Nigdzie nie mogłam znaleźć mojej broni, więc odpuściłam sobie poszukiwanie. Podeszłam ostrożnie do drzwi i otworzyłam je. Za nimi znajdował się korytarz, który ciągnął się w lewą i prawą stronę. Nigdzie nie było nikogo i intuicyjnie skręciłam w lewo. Po 5 minutach skradania się rzuciłam się biegiem, próbując wyczuć czyjąś czakrę. Na darmo, nic nie wyczułam. Gdy przebiegłam przez skrzyżowanie korytarzy obróciłam się i zobaczyłam niebieskiego mężczyznę w stroju.. Akatsuki! O cholera... On popatrzył na mnie zdezorientowany i po chwili rzuciła się za mną w pogoń. Przed sobą zobaczyłam wielkie drzwi i niewiele myśląc wbiegłam zatrzaskując je za sobą. Naparłam na nie całym swoim ciężarem żeby ten wielkolud nie mógł ich otworzyć, ale nic się nie stało, tak jakby sobie odpuścił. Obróciłam się tyłem do drzwi i stanęłam nieruchomo. Przede mną stał rudowłosy mężczyzna. Spojrzałam w jego oczy i zapomniałam o oddychaniu, co było i jest u mnie wyrazem obawy połączonej z wielkim szokiem. "Koleś ma rinnengan.. To mam przejebane..." Rudy przyglądał mi się przez chwilę, a później jakby nigdy nic, odwrócił się i usiadł za biurkiem. Po chwili ciszy zdobyłam się na odwagę i zapytałam:
  - Kim jesteś?
  - Zasada pierwsza: Nie odzywaj się niepytana. - Pouczył mnie zimnym głosem, a we mnie obudziła się demoniczna natura.
  - Nie mów mi co mam robić, rudzielcu.. - Nim się obejrzałam uderzył mnie tak, że wypadłam przez drzwi i zatrzymałam się na ścianie, robiąc w niej głęboką dziurę. Uśmiechnęłam się drwiąco, póki mam czakrę nie jest w stanie nic mi zrobić, bo moja skóra jest jak pancerz. Jednakże od uderzenia przed oczami pojawiły mi się czarne mroczki i nim zdążyłam je zwalczyć poczułam silny ucisk na szyi, a pod nogami straciłam grunt. Ten rudy trzymał moje gardło w stalowym uścisku.
  - Nie udusisz mnie, ja nie muszę oddychać. - Wychrypiałam strasznie zmienionym głosem, przez to, że zgniatał mi gardło. Przez chwilę jeszcze potrzymał moją szyję, a potem upuścił na podłogę. Poczułam jak moje siły mnie opuszczają. "Ten rudzielec zablokował mi czakrę!"
  - Teraz wróćmy do mojego gabinetu. - Poszłam za nim, nie miałam nic do stracenia. - Jak pewnie zauważyłaś jesteś w siedzibie Akatsuki. Ja jestem Liderem i tak też masz się do mnie zwracać. 
  - Nie. Nie mam ochoty tu zostawać, więc sayonara!
  - Nigdzie nie pójdziesz. No chyba, że jako zwłoki, ale wtedy to zajmie się tobą Zetsu. - Usiadłam naprzeciwko niego i oznajmiłam patrząc mu się prosto w oczy.
  - Nie chcę już poznawać nikogo więcej z tej chorej organizacji, - zobaczyłam jak rudemu na skroni pulsuje żyłka - więc zadam proste pytanie. Czego ode mnie chcesz? 
  - To zależy od tego czy jesteś osobą, której szukamy. Jeden z moich ludzi potwierdził twoje tożsamość, ale wolę się upewnić..- w myślach usłyszałam głos Yuchiro: 
  - Nie przyznawaj się. Blefuj!
  - Nie krzycz. Słyszę i nie mów mi co mam robić. Ty masz mi pomagać, a nie rozkazywać! - Spojrzałam na Lidera z pogardą.
  - Ktoś z twoich ludzi? Proszę cię.. nie znam nikogo z was, więc jak ktoś z Akatsuki miałby znać mnie?
  - Skoro jesteście z tej samej wioski, to niemożliwe abyś go nie znała.. Uchiha, mówi ci to coś?
  - Uchiha, Uchiha.. Hmm.. Znam jedynie Sasuke. - Rudy przez chwilę przyglądał mi się uważnie i dało się słyszeć pukanie do drzwi.
  - Wejść! - Gdy osoba weszła do pomieszczenia a jej wzrok spoczął na moich plecach przeszedł mnie zimny dreszcz. - Itachi, dziewczyna twierdzi, że cię nie zna. Mógłbyś się z nią zapoznać? - Chłopak nic nie powiedział, tylko podszedł i położył mi swoje zimne dłonie na ramionach. Automatycznie wzdrygnęłam się.
  - Uchiha zaraz wracam, a ty się nią zajmij. - Usłyszałam ciche "PUFF" i Lider zniknął.
  - Wstań.- To niemożliwe żeby ten piękny głos Itachiego, zmieniła się w tak bezbarwny... Wstałam, gdy poczułam, że jego dłonie opuszczają moje ramiona. Odwróciłam się w jego stronę i opuściłam głowę patrząc na czubki butów i brudną podłogę, byle tylko nie na niego. 
  - Boisz się mnie? - Zapytał cicho, a ja dałam się sprowokować do spojrzenia mu w oczy. Zdziwiłam się, gdy zamiast czerwonych tęczówek zobaczyłam jego naturalne czarne tyle, że wyprane z wszelkich emocji, nie wyrażające nic.
  - Ty jesteś Itachi Uchiha, o którym mówił ten rudy? 
  - Shiro nie udawaj. Wiesz dobrze, że ja się nie mylę, więc po prostu się przyznaj. - Cicho westchnęłam. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim.
  - Ale po co? 
  - Bo jeśli się nie przyznasz, to nie będzie stuprocentowej pewności, że jesteś tą, której szukamy i cię zabiję. 
  - To dalej. Będę szczęśliwa jak ci się uda. Poproszę wtedy Mistrza, żeby odesłał mnie z powrotem. 
  - Więc jednak.. - za biurkiem pojawił się Lider, a ja patrząc wyzywająco w oczy Itachiemu przyznałam się.
  - Tak, jestem wybranym dzieckiem Shiro Hebi. Coś jeszcze? 
  - Teraz masz do nas dołączyć. - Zaczęłam się śmiać. 
  - Nie. - Mężczyzna zacisnął dłonie na biurku i spojrzał na Uchihę. 


***
To by było na tyle dzisiaj. Z góry przepraszam za wszelkie błędy. Nie wiem kiedy pojawi się następna notka, ale liczę, że do następnego piątku coś powinno się już tutaj znaleźć. ;3

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział V

 Shiro złapała go za rękę z uśmiechem, a on wyrwał się jej i patrząc jej prosto w oczy powiedział dobitnie z jadem w głosie:
  - Nigdy. Nie. Mów. O. Itachim. Nigdy! - Dziewczyna zachichotała, przez co wszyscy oprócz Uchihy patrzyli na nią jakby postradała rozum.
  - Dobra dzieciaki, wracać do treningu, a z Tobą Shiro - spojrzał na nią - mam do pogadania.
Hebi odwróciła się do drużyny tyłem i usiadła na gałęzi jednego z drzew. Kakashi chwilę wyjaśniał coś trójce shinobi i zaraz stał obok niej oparty o pień.
  - Nie drażnij Sasuke. On jest bardzo wyczulony na temat jego brata, co zapewne sama zauważyłaś..
  - Kto by nie był? Ale nie może dać się tak prowokować... On przynajmniej wie kto z jego rodziny żyje, ja nawet tego nie wiem. - Gdy zobaczyła, że Hatake chce coś powiedzieć, brnęła dalej - Wiem, że Konoha nie jest winna ich odejściu z Kraju Ognia, więc coś musiało się stać, a ja dowiem się co. - Między jonninami zapadła chwila ciszy, ale przerwał ją mężczyzna, niemogący powstrzymać ciekawości.
  - Powiedziałaś Hokage?
  - O czym?
  - O twoich zdolnościach..
  - Chyba mi umknęło, a poza tym ma teraz ważniejsze sprawy do załatwienia.
  - Na przykład?
  - Orochimaru chce Sasuke. - Spojrzał na nią zdezorientowany - Idź do Piątej, ona ci wyjaśni..
Kakashi nic nie odpowiedział, tylko zagłębił się w lekturze. W pewnej chwili dziewczyna zapytała:
  - Oni tak zawsze? - Hatake spojrzał na polanę, gdzie Naruto szykował się do zaatakowania Sasuke, a Sakura stała na boku i wołała do Naruto:
  - Naruto ty kretynie! Jak zrobisz cokolwiek Sasuke to pożałujesz!
  - Szczerze mówiąc, to oni często mają takie utarczki.
  - Nic z tym nie zrobisz? - Mężczyzna odpowiedział od niechcenia, zagłębiając się ponownie w lekturze:
  - Nic im nie będzie. To dla nich dodatkowy trening.
Shiro jeszcze raz spojrzała na dwójkę chłopaków i wyciągnęła zwój, w którym zapieczętowana była katana. Chwilę przyglądała się jakby, nie była pewna czy to zrobić i odpieczętowała miecz. Mając go w rękach, dotknęła ostrza dłonią, w której zebrała chakrę. Klinga momentalnie stała się czarna, co w klanie Hebi było oznaką, że właściciel katany był "tym" szczególnym dzieckiem. Dziewczyna zeskoczyła z gałęzi i wbiegła między walczących składając pieczęcie, na koniec wołając:
  - Raiton: Byaku rai! - Naruto i Sasuke trzymali w dłoniach kunaie, które co chwilę krzyżowali. W chwili wykonania jutsu przez Shiro chcieli po raz kolejny się do siebie zbliżyć, ale przeszkodziła im w tym błyskawica, która uderzyła w ziemię pomiędzy nimi i zostawiła za sobą długą, głęboką i poczerniałą szczelinę. Oboje spojrzeli na czarnowłosą, która stała mierząc ich zimnym spojrzeniem.
  - Przestaniecie zachowywać się jak dzieci? Jak chcecie stać się silni zachowując się w ten sposób?
  - Nie wtrącaj się w nieswoje sprawy. - Warknął cicho Uchiha nawet na nią nie patrząc.
  - No jak sobie chcecie... Moglibyście poświęcić tę nienawiść na trening, a nie na bezsensowną walkę z przeciwnikiem, którego znacie.
  - Zamknij się! - Krzyknął Sasuke i rzucił w nią trzymanym kunaiem. Shiro stała w miejscu i czekała aż ją trafi. Przeciął jej bluzkę i gdy miał zagłębić się w jej ciele opadł na ziemię. Dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco do Sasuke, a on tak jak pozostała trójka wpatrywali się w nią z szokiem na twarzy.
  - Ałć? - Hebi zaśmiała się, a Uzumaki zapytał ?
  - Jak ty to..?
  - Shiro! To się robi coraz mniej zabawne. O co chodzi z tym wszystkim?
  - O nic nie chodzi. To po prostu jedna z moich technik. Nic specjalnego.. No cóż nie wiem jak wy, ale ja się zbieram. Słońce zachodzi... - Cicha od pewnego czasu Sakura zapytała:
  - A nasza Hokage dała ci już mieszkanie? - Shiro założyła katanę za pasek mówiąc:
  - Nie musiała tego robić. Dobrze wie, że dam sobie radę. Poza tym na dworze jest bezpieczniej. - Widząc ich zdziwione miny rzuciła od niechcenia - Nie zrozumiecie tego. Na razie! - Rozpłynęła się w powietrzu zostawiając za sobą tylko szczelinę po błyskawicy. Pojawiła się niedaleko strumienia nad którym rosła wierzba z gałęziami dotykającymi tafli wody. Shiro odgarnęła je i od razu zlokalizowała miejsce na nocleg. Położyła się przykrywając jedynie cienkim kocem. Chłód obudził ją godzinę przed świtem, więc wstała i przeciągnęła się, rozprostowując zdrętwiałe ciało. Po chwili poczuła ból w skroni i w jej głowie odezwał się głos, który tak dobrze już znała.
  - Dłużej spać się nie dało?
  - Mistrzu, stało się coś?
  - Brakuje mi nowych ofiar...
  - Przecież poświęciłam Ci kilka dni temu 4 osoby.
  - Nie kwestionuj moich słów! - poczuła ucisk w głowie - Mam dla Ciebie mały prezent. W nagrodę za twoje posłuszeństwo dostaniesz troszkę mocy w postaci jednego z moich oddanych demonów. - Oczami duszy zobaczyła postać człowieka z długimi czerwonymi włosami i czerwonymi oczami oraz z długimi kłami- To Yuchiro. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze dogadywali. - Głos zamilkł, a Shiro poczuła ucisk w skroni wywołany przez nowego demona i upadła na ziemię. Przed oczami przemknął jej czarny płaszcz z czerwonym emblematem i na czole poczuła chłodną dłoń. Zanim straciła przytomność pomyślała jeszcze: "Nie wiedziałam, że demony mają czarne płaszcze i zimne dłonie..." 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział IV

Ohayo! ;) Wiem, że póki co nie ma głównego bohatera, ale nie wiem też czy jest dalszy sens pisania tego bloga...
To tyle informacji przechodzę do notki :3 i z góry przepraszam za wszelkie błędy styl., inter. itd. 
  


  - CO?! - Kakashi przyjrzał się jej uważniej, jakby nie do końca był pewien tego co usłyszał - Jak to zdążyłaś się wywinąć? - Hebi wywróciła oczami.
  - Nieprecyzyjnie się wyraziłam... Wiesz, że Uchiha należy do Akatsuki, prawda? - jonnin przytaknął - Urządzili sobie małe polowanie na mnie, a przynajmniej 4 osoby z organizacji... Chcą żebym do nich dołączyła. Itachi się jeszcze ze mną nie spotkał, ale to pewnie tylko kwestia czasu.
  - Trzeba powiadomić Hokage!
  - Nic. Nie. Trzeba. - powiedziała dobitnie i zmroziła go wzrokiem - Zgubiłam ich, więc nie ma powodów do obaw, a nawet jeśli coś by się działo to sama sobie poradzę..
  - Ja nie powiem nic Hokage, obiecuję, ale ciekawi mnie jedno. Czemu aż tak im na tobie zależy? 
  - Powiedzmy, że odkryłam trochę inną formę mojej mocy i mam dodatkowe hmm.. jakby to nazwać.. zdolności, to dobre słowo. - Shiro uśmiechnęła się do swoich myśli.
  - A to znaczy? - Dziewczyna westchnęła i powiedziała z rezygnacją
  - Zbadaj mi puls..
  - Co? - Kakashi zmarszczył brwi
  - No sprawdź mój puls, tętno czy jak to nazwiesz. - Mówiąc to przechyliła głowę by miał łatwiejszy dostęp do swojej szyi. Mężczyzna po chwili wahania ułożył palce na właściwym miejscu i zobaczył przebłysk czerwonego koloru w jej oczach. "Musiało mi się zdawać.." Skupił się na wyczuciu jej tętna, ale po kilku sekundach czekania nic nie poczuł. Odsunął się od niej na kilka kroków i spojrzał na nią pytająco
  - Co? Nie ma? A to ci niespodzianka.. - zadrwiła - W bibliotece jednej z wiosek znalazłam ciekawe informacje dotyczące mojej rodziny. Okazało się, że rodzina Hebi, zawarła pakt z Szatanem. Dotyczył on dobrego powodzenia rodziny i innych bzdur. W zamian obiecywano jedno dziecko, które będzie mu poświęcone. Ma być ono jego wysłannikiem, ale posiada wolną wolę w wyborze ofiar. Musi poświęcać je dla Szatana poprzez krótką modlitwę, której nie wypowiem. Osoba ta nie potrzebuje pożywienia czy innych środków niezbędnych do życia zwykłym ludziom. Nie musi oddychać, a serce nie musi bić. Może zyskać nawet specjalne jutsu, ale to w wypadku zabicia odpowiedniej liczby ofiar. Jutsu to, to jutsu nieśmiertelności. Jednak następnym i najistotniejszym warunkiem jest to, że można rozwinąć je wyłącznie za pomocą rinnengana.. To chyba wszystko co najważniejsze. - Shiro spojrzała na mężczyznę i zobaczyła strach w jego oku. 
  - Domyślam się, że to ty jesteś owym poświęconym dzieckiem?
  - Brawo!! Dlatego w niektórych małych wioskach zaczęto nazywać mnie Córką Szatana albo Wysłanniczką Śmierci, kto co lubi.. Pewnie przez te pogłoski dotarło do mnie Akatsuki...
  - Musimy powiadomić o tym Hokage.! - Shiro pokręciła głową.
  - Kakashi-san ja nic nie muszę.. Ale póki co Hokage tutaj nie ma i nie martw się powiem jej o wszystkim - Po chwili ciszy młoda kunoichi zapytała w przestrzeń - Księżniczka mnie wzywa czy kazała mnie śledzić? - Kilka metrów od nich pojawił się członek ANBU
  - Wzywa cię do archiwów.
  - Prowadź - zrobiła kilka kroków i rzuciła przez ramię - Do zobaczenia. 
Po kilku minutach biegu byli na miejscu. Szła za człowiekiem z masce kota przez korytarze i schody aż w końcu doszli do wielkich drzwi.
  - Hokage czeka w środku - ANBU zniknął, a Shiro wślizgnęła się do środka. Po godzinie dziewczyna skończyła mówić o znienawidzonym przez siebie Orochimaru i patrząc obojętnie na zasępioną twarz Tsunade powiedziała:
  - No i chce Sasuke. Wykorzysta go jako kontener dla swojej zgniłej duszy. To chyba wszystko. Teraz chcę katanę i księgę. 
  - Dobrze... ale jest jeszcze jedna sprawa. Chcę abyś dołączyła do ANBU. - "Chce mieć mnie na oku." - przemknęło jej przez myśl. 
  - Czemu nie, ale chcę mieć wstęp na treningi Drużyny Siódmej. Kakashi się zgodzi. 
  - Jeśli tak, to nie mam nic przeciwko, a teraz chodźmy.. - Weszły do pomieszczenia pełnego skrzyń i z jednej z nich Tsunade wyciągnęła dwa zwoje. Podała je Shiro, a ona schowała je do kabury. 
  - Nie sprawdzisz? 
  - Nie, jeśli będę fałszywe to.. - uśmiechnęła się przerażająco - coś wymyślę.
  - Nie nie będziesz musiała wymyślać. Co do twojego dołączenia do ANBU, to będzie to dla Ciebie okres próbny. Przyjdź jutro do mojego gabinetu i wtedy omówimy resztę.
  - Hai Hokage-sama - Hebi wsiąknęła w podłogę, a obok Tsunade pojawił się członek ANBU. 
 Wysłanniczka Śmierci udała się na jedno z pól treningowych i nic nie robiąc sobie z obecnego tam treningu usiadła pod jednym z drzew. 
  - Shiro! Co ty tu robisz?! - Dziewczyna spojrzała w stronę głosu i zobaczyła Naruto oraz resztę drużyny łącznie z ich sensei'em.
  - Siedzę Naruto, siedzę..
  - Ale czemu tutaj?
  - Bo Hokage zgodziła się na to bym miała wstęp na wasze treningi - popatrzyła po twarzach zabranych - Kakashi zgaduję, że to Team 7 o którym mi mówiłeś..
  - Tak to moja drużyna. Naruto już znasz, następna Sakura Haruno i ostatni Sasuke...
  - Młody Uchiha - Hebi wstała i okrążyła kruczowłosego kilka razy wokół, uśmiechając się złowieszczo - Ciekawe...
  - Młody?! Jestem jedynym z rodziny!
  - Poważnie? - popatrzyła mu prosto w oczy - To Itachi już nie zalicza się do rodziny? - Sasuke zacisnął szczękę i pięści a po chwili zamachnął się na Shiro. 

To by było na tyle. Do następnego i ile on będzie...

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział III

To jedziemy z trójką ;D 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------

  - No tak byłoby najlepiej dla niektórych osób z tej wioski. Będą tacy szczęśliwi, gdy dowiedzą się, że wróciłam.. - ostatnie zdanie powiedziała z rozbawieniem.
  - Co sprowadza cię w takim razie do wioski? - twarz dziewczyny zamieniła się w nic nie wyrażającą maskę.
  - Mam informacje o Orochimaru.
  - Co?! - Hokage wstała zszokowana opierając swoje ręce na biurku.
  - Cieszę się, że udało mi się Panią zainteresować.. Jednak nie ma nic za darmo, chcę czegoś w zamian.
  - A konkretnie?
  - Skrzynię rodziny Hebi..
  - Nie możesz jej wziąć!
  - Nie chcę całej skrzyni, nie potrzebne mi pamiątki po mojej rodzinie. Zabiorę jedynie katanę i księgę rodziny.
  - Po co ci ta księga? - Tsunade spojrzała na nią podejrzliwie
  - Chcę dowiedzieć się czegoś o moim klanie. Przodkowie, historia i inne... muszę się uosabiać z rodziną, prawda Hokage. W końcu przecież rodzina jest najważniejsza, czyż nie?
Po półgodzinnej rozmowie Tsunade zgodziła się na warunki Shiro i gdy dziewczyna miała zacząć mówić o jednym z sanninów przerwał jej huk, a potem otwarcie drzwi. Obie spojrzały na wejście i zobaczyły w nich blondyna, który kłócił się z Shizune. Hokage nie wytrzymała i krzyknęła aż szyby się zatrzęsły. Wszyscy oprócz Shiro wzdrygnęli się. Młoda kunoichi była zajęta polerowaniem swoich kunai.
  - NARUTO!! PO JAKĄ CHOLERĘ TU WLAZŁEŚ?! IZUMO I KOTETSU POWIEDZIELI CI PEWNIE, ŻE ZNALAZŁAM TĄ DZIEWCZYNĘ!
  - Ale ja chciałem porozmawiać. Nie widziałem, że jesteś zajęta oba-chan (babcia -dop. aut.).
  - DO CHOLERY!! Czy napis na drzwiach: "Naruto nie wchodź tu, bo pożałujesz!!", nie jest dla Ciebie informacją, że nie masz tu wchodzić i mi przeszkadzać?! - Naruto jednak już nie słuchał Hokage, tylko przeniósł swoja uwagę na dziewczynę czyszczącą kunai.
  - Shiro? Miałaś nosa, to o Ciebie chodziło Babuni.. - zaśmiał się i podrapał po głowie. Shiro spojrzała na niego pustym wzrokiem.
  - Mówiłam przecież...
  - Czemu, gdy jesteś ze mną musisz się jeszcze bardziej obawiać? - Hokage i Shizune spojrzały na obojga niczego nie rozumiejąc. Młoda kunoichi wstała i spojrzała na Piątą.
  - Wrócę później i wtedy wypełnimy umowę. - odwróciła się w kierunku chłopaka, chwilę mu się przyjrzała i powiedziała - Do zobaczenia Naruto... - po tych słowach zniknęła, a chłopak zaatakował Tsunade gradem pytań.
 Shiro znalazła się w okolicach Akademii. Stała i patrząc na budynek rozmyślała o przeszłości, gdy sama się tam uczyła. "Zawsze rywalizowałam z Itachim.. Nienawidziliśmy się na początku dopiero po kilku latach, doszliśmy do porozumienia...". Rozmyślania dziewczyny przerwało pojawienie się trzech chłopców wybiegających z Akademii. Trójka biegła przed siebie śmiejąc się i co chwila obracając się. Kilka sekund po nich z budynku wypadł mężczyzna z krzykiem. Shiro uśmiechnęła się pod nosem słysząc jak nauczyciel woła ich bezskutecznie. W tym shinobi, dziewczyna rozpoznała Irukę. Gdy spostrzegł, że jego działania nie przynoszą efektów, zatrzymała się i ruszył w kierunku wejścia do budynku. Po chwili jednak zobaczył, pod drzewem dziewczynę, która kogoś mu przypominała i podszedł do niej.
  - Kim jesteś? - Shiro uśmiechnęła się
  - Nie poznaje mnie Pan, Iruka-sensei? Oświecę Pana, Shiro Hebi.
  - Shiro?! Wróciłaś? Dawno się nie widzieliśmy...
  - Wróciła, tylko nie wiem na jak długo.. Nie widzieliśmy się z jakieś 8 lat..
  - Odwiedzasz stare kąty? - mężczyzna wskazała na budynek.
  - To miejsce, jak i cała wioska, przywołuje wspomnienia..
  - Tak to prawda.. - oboje zamyślili się patrząc na Akademię - Shiro, muszę cię przeprosić, wiesz klasa została bez nauczyciela.. - Dziewczyna uśmiechnęła się.
  - No pewnie, rozumiem. Do zobaczenia! - Iruka uśmiechnął się na pożegnanie i odszedł. Shiro skierowała swoje kroki do obeliska upamiętniającego poległych shinobi z Konoha. Już z daleka widziała siwowłosego mężczyznę, który stał odwrócony do niej plecami. Gdy była niedaleko niego, to nie zdążyła nawet pomyśleć jak zacząć rozmowę..
  - Więc to prawda, że wróciłaś...
  - Tak Kakashi-san, czy ON tu był? - Mężczyzna spojrzał na Shiro, która teraz stała obok niego i pustym wzrokiem wpatrywała się w imiona i nazwiska poległych
  - Tak, skąd wiedziałaś? - Różne pogłoski i intuicja.. a ty skąd wiedziałeś, że wróciłam? - Spojrzała na niego z zainteresowaniem.
  -  Naruto.. znasz się już z nim?
  - Tak, spotkałam go... Kto go uczy?
  - Należy do mojej drużyny. Jest razem z Sakurą Haruno i Sasuke..
  - Z Uchicha?! - Kakashi przytaknął - Dopiero co zdążyłam wywinąć się jednemu, a spotykam drugiego z Uchiha...
 
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Yo! Kilka dni mnie nie było, ale szkoła itd. :/ Jeśli ktoś czyta to opowiadanie to szczerze proszę o jakiekolwiek znaki tego, najlepiej w postaci komentarzy, bo nie wiem czy mam dla kogo prowadzić tego bloga.. Do następnego ;)